Ostatnio usłyszałem (a może zmyśliłem) pewną bajko-prawdę; historię o młodym wieśniaku, który zapragnął służyć królowi na zamku. Został giermkiem i choć było mu bardzo ciężko to jednak z pomocą dawał sobie radę. Kiedy był już przy końcu nauki, ćwiczeń i treningów zapomniał kim był wcześniej, ile zawdzięczał kolegom, którzy często tuszowali jego braki przed hetmanami i samym hrabią, który zarządzał zamkiem. Wśród przyszłych rycerzy znalazł sobie kolegów dumnych, pysznych, zarozumiałych i idących po trupach do celu. Czuł się z nimi dobrze i zapomniał o tych, którzy mu pomogli. Traf jednak chciał, że wszystko się zmieniło. Przyszły rycerz nie zdał kończącego egzaminu sprawnościowego. Jego osobisty trener źle go przygotowywał i kiedy wszystko wyszło na jaw, nie mógł ostatecznie być pasowanym na rycerza. Jednak hrabia, kiedy o tym się dowiedział, pojechał do króla i ubłagał go by przyjął owego giermka bez kończącego egzaminu. Ostatecznie król zgodził się, że giermek zaliczy go najwcześniej jak się da. Tamten jednak miał spore zaległości. Pewnego wieczoru ktoś zapukał do jego pokoju. Był to dawny kolega, który pomagał giermkowi przejść przez początkowe egzaminy. Zaproponował mu, że będzie z nim ćwiczył, aż ten wszystkiego się nauczy. Giermek rozpłakał się. Powiedział mu wtedy: wiesz, to prawda, że przyjaciół poznaje się w biedzie… Widzisz, żaden z tych, z którymi teraz trzymam, nawet nie spytał o mój kończący egzamin, nie mówiąc już o chęci pomocy… A sam nie będę się o to prosił. Bardzo Cię dziękuję…
Pewnie prawie każdy, albo nawet każdy, gdzieś, kiedyś na własnej skórze tego doświadczył. A czasem doświadcza się prawdy tego porzekadła w specyficznym aspekcie. Czekamy na pomocy, wiemy, że jest na potrzebna, liczymy na kogoś, a czasem nawet nie liczymy, tylko mamy nadzieję… a przychodzi ona od osób, których byśmy o to nie podejrzewali… i to jest piękne w tej prawdzie. Bo pokazuje, że są ludzie dobrzy, że jest ich dużo. Patrząc dalej, to, że oczekujemy czegoś ze strony, z której to nie nadchodzi nie musi świadczyć o jakimś deficycie empatii tych osób, ale może to być zbytnie pokładanie nadziei w kimś, kto nawet obiektywnie, nie jest w stanie temu podołać…
Przyczynkiem do tego oczywiście stała się historia nie dotycząca mnie w żaden sposób. Ale sam odnalazłem analogię ostatnich dni. Przed wakacjami poszukujemy parafii w diecezji gdzie moglibyśmy przyjechać z naszą animacją misyjną i po wszystkim zebrać pieniądze, które pomogą wolontariuszom świeckim w kupnie biletów do placówek, gdzie są posłani. Jako, że jestem osobą w grupie, która ma „największe” możliwości ze względu na jakieś „znajomości” poczułem się osobiście specjalnie zobligowany do działań w tej sprawie. Rozesłałem ok 30 zapytań, wiedziałem, że część, może nawet większość prawdopodobnie nic nie wskóra. Jednak niewielki procent mógłby tylko kiwnąć palcem, a mielibyśmy tyle parafii, że nie bylibyśmy w stanie wszystkich objeździć… Stało się jednak inaczej, większość odmówiła, albo uznała, że to jakaś śmieszna sprawa, zbyt mało tragiczna zapewne, żeby przejmować nią drogich parafian. Ale i tak się cieszę. Bo jednak te animacje dużo dają – właśnie ludziom, do których jedziemy. Szkoda, że nie uda się być w sporych parafiach w mieście – ale trudno. Pojedziemy za to 40 km za Łódź, prawie pod Szadek i tam będziemy głosić Kościół Misyjny ludziom, do których nikomu innemu „nie opłaca się” przyjeżdżać…
Pan Bóg ma swoje drogi i jest w nich piękno i przede wszystkim sens… Przekonuje się o tym w swoim życiu non stop
p.s. O co mi chodzi… bo zawsze jestem niejasny… ludzie z którymi jestem we wspólnocie są często pięknie wierzący, ale w większości nie mieli do czynienia z takim Kościołem-Instytucją… I np nie potrafię im wytłumaczyć, że ksiądz może nie chcieć na terenie swojej parafii animacji misyjnej, bo ma to gdzieś, albo z lenistwa, albo się boi, że mniej na tacę zbierze. W ich głowach, w ich wierze i pojmowaniu Kościoła, coś takiego się nie mieści… I to jest żywe i piękne w nich. Ktoś mógłby, że trzeba ich oświecić. Ale ja widzę to inaczej. Bo to jak oni czują i postrzegają jest właśnie Prawdą przez duże P. To natomiast jak często życie to weryfikuje jest jedynie prawdą… Dlatego bardzo cieszę się, że spotykam ludzi, którym takie rzeczy nie mieszczą się w głowach… a mi często wstyd, że mieści się to w mojej głowie…
„Myślałeś, że cię życie ukryje przed tamtym Życiem
w głębiny przechylonym…”